Impeachment Bodnara?

RPO Adam Bodnar „uchybił rocie ślubowania” – twierdzą w orzeczeniu neosędziowie Izby Kontroli Nadzwyczajnej Sądu Najwyższego. Takie uchybienie to konstytucyjna przesłanka do odwołania RPO. Orzeczenie wydał m.in. Aleksander Stępkowski, założyciel Ordo Iuris, organizacji, która kilkakrotnie już inicjowała akcję zbierania podpisów pod żądaniem odwołania Bodnara.

Na rozpoczynającym się w środę dwudniowym posiedzeniu Sejmu zaplanowano głosowanie nad trzema kandydaturami na RPO. Wiadomo, że wybór skończy się niczym, bo nawet jeśli PiS przeforsuje swojego kandydata – wiceministra spraw zagranicznych Piotra Wawrzyka – to nie zgodzi się na niego Senat. Pat trwa od września, gdy skończyła się kadencja Bodnara. Zgodnie z ustawą o RPO pełni on urząd do czasu wyboru następcy. PiS wpadł na pomysł, żeby – rękami sędziów Trybunału Przyłębskiej – usunąć go z urzędu. Trybunał ma orzec, że ustawa jest w tym miejscu sprzeczna z konstytucją. Usunięcie Bodnara oznaczać będzie, że urząd będzie nieobsadzony, a więc całe Biuro RPO po prostu przestanie działać.

Ale Trybunał Przyłębskiej już piąty raz przełożył rozpatrzenie tego wniosku PiS. Może sędziowie, po wyroku w sprawie aborcji, zbuntowali się przeciwko wyjmowaniu kasztanów z ognia ich rękami? Bo oto pojawiło się postanowienie składu dwóch sędziów Izby Kontroli Nadzwyczajnej SN (Paweł Czubik i Aleksander Stępkowski) i ławnika (Łukasz Jan Kotynia) stwierdzające, że Bodnar „uchybił rocie ślubowania” składanego przed Sejmem przez RPO.

SN nie orzekał w sprawie RPO, ale w sprawie wniesionej przez RPO skargi nadzwyczajnej (chodziło o kwestię spadkową). Przychylił się zresztą do jego wniosku, uchylił wyrok spadkowy i umorzył postępowanie. Tyle wyrok. Do wyroku jest uzasadnienie. W jego końcówce SN zajął się oceną działania RPO. A konkretnie tego, że skargę nadzwyczajną Adam Bodnar wniósł nie do Izby Kontroli Nadzwyczajnej, zawieszonej orzeczeniem trzech połączonych Izb SN w styczniu zeszłego roku, ale do Izby Cywilnej, która przed „dobrą zmianą” w SN właściwa była do rozpoznawania tego typu spraw. Adam Bodnar postąpił więc zgodnie z uchwałą trzech połączonych Izb i z wyrokiem Trybunału Sprawiedliwości UE z listopada 2019 r., w którym orzekł, że w przypadku uznania przez SN, że Izba Dyscyplinarna czy Kontroli Nadzwyczajnej nie jest niezawisłym sądem, sprawy kierować należy zgodnie z poprzednią właściwością: do Izby Karnej, Cywilnej lub Pracy.

Jak uzasadnia Izba Kontroli SN, skoro 20 kwietnia Trybunał Przyłębskiej orzekł, że uchwała trzech połączonych Izb jest niezgodna z konstytucją, to RPO nie miał prawa pomijać Izby Kontroli. „Składając z oczywistym i rażącym naruszeniem prawa skargę nadzwyczajną w niniejszej sprawie, uchybił rocie ślubowania określonego w art. 4 ustawy z 15 lipca 1987 r. o Rzeczniku Praw Obywatelskich (Dz.U. z 2020 r., poz. 627), w której, w szczególności, uroczyście ślubował strzec wolności i praw człowieka i obywatela, kierując się przepisami prawa” – czytamy w uzasadnieniu do – przypomnijmy – postanowienia w sprawie spadkowej.

Autorzy tego uzasadnienia nie porównali dat: RPO wniósł skargę nadzwyczajną do Izby Cywilnej 23 marca, więc prawie miesiąc przed wyrokiem Trybunału Przyłębskiej. Oczywiście samego wyroku nie sposób traktować jako obowiązującego, ponieważ Trybunał Konstytucyjny nie może oceniać uchwał Sądu Najwyższego. A jeśli już to zrobi – ocena nie wywiera skutku na istnienie uchwały, bo ustawa o TK i SN, podobnie zresztą jak konstytucja, takiego skutku nie przewidują. Po drugie, stwierdzenie sprzeniewierzenia się ślubowaniu za pomocą wtrętu do uzasadnienia orzeczenia w całkowicie innej sprawie nie ma żadnej mocy prawnej i nie może być użyte do żadnej prawnej procedury.

W takie rzeczy jak nieważność działań Trybunału Przyłębskiej PiS i powoływani przez niego funkcjonariusze nie wierzą. W daty natomiast wierzyć powinni. Choć, oczywiście, mogą wpaść na pomysł, by te daty zaskarżyć do Trybunału Przyłębskiej i oczekiwać orzeczenia ich niezgodności z dowolnie wybranym artykułem konstytucji.

Cała sprawa to déjà vu. W maju 2018 r. dubler sędziego TK Mariusz Muszyński przy okazji uzasadnienia zdania odrębnego do umorzenia jednej ze spraw wniesionej, a potem wycofanej przez RPO z powodu wyznaczenia do sądzenia dublerów i ciągłych manipulacji składem sądzącym, też użył argumentu sprzeniewierzenia się przez Bodnara obowiązkom RPO. Wtedy też mógł być to pretekst do impeachmentu, o który zabiegało Ordo Iuris. Ale uwaga opinii publicznej skupiła się – i słusznie – na tym, że Muszyński przyznał w tym uzasadnieniu, że wraz z Julią Przyłębską manipulują składami sądzącymi, zmieniając je nawet wielokrotnie. Uzasadnił to dążeniem do usprawnienia orzekania (czytaj: jeśli dobierze się zgodnych ze sobą sędziów, to orzeczenie zapadnie szybciej).

Do impeachmentu RPO potrzeba w Sejmie nie tylko wiarygodnego pretekstu, ale też większości konstytucyjnej: 3/5 głosów. Tylu nie ma Zjednoczona Prawica i Konfederacja policzone razem, więc mimo starań Ordo Iuris – nic z tego.