Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Blog Konserwatywny Ewy Siedleckiej - Kolejna witryna oparta na WordPressie Blog Konserwatywny Ewy Siedleckiej - Kolejna witryna oparta na WordPressie Blog Konserwatywny Ewy Siedleckiej - Kolejna witryna oparta na WordPressie
Marsz Niepodległości

30.10.2018
wtorek

Marsz Niepodległości nie dla PiS

30 października 2018, wtorek,

Nacjonaliści i neonaziści przejęli w Polsce Święto Niepodległości. PiS, który udawał, że to jego „żołnierze”, musi się skonfrontować z faktem, że to nie on rządzi tym świętem.

Prezydent Andrzej Duda nie weźmie udziału w Marszu Niepodległości, na który wcześniej zaprosił polityków opozycji. To miał być symboliczny gest pokoju dla uczczenia stulecia odzyskania niepodległości. Wystąpili z nim też premier Mateusz Morawiecki i prezes Jarosław Kaczyński: „Chcemy, żeby 11 listopada, w Święto Niepodległości, był jeden, wspólny, wielki marsz. Widzę siebie w takim marszu razem z tymi wszystkimi, którzy reprezentują istotne kierunki polityczne” – mówił Kaczyński w Polsat News. Choć w tym samym czasie ci sami politycy na potęgę obrażali polityków opozycji (nazywając „sitwą” – premier Morawiecki, „gebaczami”, z którymi zostaną tylko ludzie „najbardziej chorzy” – Kaczyński), prowokując ich tym do odmowy. Chcieli pokazać społeczeństwu, kto ponosi winę za konflikty i podziały i odtrąca rękę wyciągniętą do – choćby chwilowej – narodowej zgody.

Dużo było rozważania, czy politycy opozycji powinni przyjąć zaproszenie, czy nie, i jak wybrnąć z pułapki zastawionej przez PiS. Mariusz Janicki i Wiesław Władyka uznali (najnowsze wydanie POLITYKI), że powinni uczestniczyć, jeśli zostaną na równych prawach dopuszczeni do przemawiania.

Tymczasem świętować w Marszu Niepodległości nie chce już sam prezydent Duda, co ogłosił w poniedziałek jego rzecznik Błażej Spychalski. Wyjaśnił, że nie było pewności, czy na Marszu nie pojawią się „inne rzeczy” niż biało-czerwone flagi.

I tu jest pies pogrzebany. Bo prezydent zapraszał wszystkich na imprezę, której organizatorem nie jest. Marsz Niepodległości od początku swego istnienia jest marszem nacjonalistów, neofaszystów i kiboli. Politycy mogą się tam wprosić, ale nie oni ustalają zasady.

Marsz Niepodległości zainicjowali Młodzież Wszechpolska i ONR. Był marginalną imprezą, dopóki – od 2010 r. – PiS nie zaprzągł go do swojej tożsamościowej propagandy. Stał się pochodem armii, którą PiS mógł mieć na swoje rozkazy. Jego liczebnością mierzono siłę ideową ówczesnej prawicowej opozycji. Miał być miarą sprzeciwu wobec idei równości, tolerancji i otwartości. Alternatywą dla tych idei miał być ksenofobiczny patriotyzm. Środowiska lewicowe i równościowe organizowały kontrdemonstracje i blokady. W reakcji uczestnicy Marszu podpalali: a to wóz transmisyjny TVN, a to budkę strażnika przy rosyjskiej ambasadzie, a to squot. Na co w 2011 r. prezydent Bronisław Komorowski zareagował (wymierzonym w kontrmanifestacje) projektem ustawy, która zakazywała dwóch zgromadzeń w tym samym miejscu. Dając pięć lat potem asumpt PiS do uchwalenia ustawy o uprzywilejowanych „zgromadzeniach cyklicznych”, których do tej pory zarejestrowano dwa: Marsz Niepodległości i miesięcznice smoleńskie (z tych ostatnich prezes PiS już zrezygnował – po kontrdemonstracjach Obywateli RP).

Zeszłoroczny Marsz Niepodległości zagraniczne media określiły jako „przemarsz 60 tys. neonazistów”, cytując transparenty: „Wszyscy równi, wszyscy biali”, „Europa tylko dla białych”, „Czysta krew”, „Biała siła”.

Uczestnicy Marszu kopali, szarpali, opluwali 15 kobiet, które w proteście siadły na trasie marszu. Wsparła ich kierowana przez rząd prokuratura, uznając, że działali powodowani zrozumiałym gniewem. Umorzyła sprawę, a kobietom postawiła zarzut przeszkadzania w legalnym zgromadzeniu.

Na imprezę o takiej tradycji politycy PiS zaprosili polityków opozycji. Sami zresztą od kilku lat w niej nie uczestniczą, bo mimo zapewnień, że to marsz „rodzinny”, nie chcą się tłumaczyć, że nie widzieli rasistowskich haseł i nie słyszeli okrzyków.

Prezydent Duda też w ostatniej chwili zdezerterował – i słusznie.

Za swoich rządów PO-PSL usiłowały stworzyć alternatywę dla Marszu. Prezydent Komorowski robił własny przemarsz „Razem dla Niepodległej” – „szlakiem pomników bohaterów narodowych zasłużonych dla niepodległości”. Przemarsz wypadał blado wobec dziesiątek tysięcy nacjonalistów. Podobnie jak defilady wojskowe przed Grobem Nieznanego Żołnierza.

Prawda jest bowiem taka, że nacjonaliści i neonaziści przejęli Święto Niepodległości. PiS, który udawał, że to jego „żołnierze”, musi się skonfrontować z faktem, że to nie on rządzi tym świętem. Skonfrontować w bolesny sposób, bo na stulecie odzyskania niepodległości.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 9

Dodaj komentarz »
  1. Przepraszam, ale jakiej niepodległości? Niepodległości od kogo? Obcego kapitału? Religii rzymskiej ‎zwanej katolicką? Wyroków sądów mieszczących się poza Polską? Ukazów płynących do nas z ‎Brukseli? Przecież politycznie rządzeni jesteśmy z Waszyngtonu, gospodarczo z Brukseli, ideologicznie ‎z Watykanu, militarnie też z Waszyngtonu, a finansowo, to wolę nie napisać skąd, aby nie zostać ‎posądzonym o antysemityzm. Nie oszukujemy się – PRL miał ze 100 razy więcej niezależności od ‎Moskwy niż obecna, „demokratyczna” i „wolna” Polska ma niezależności od w/w (i niewymienionych) ‎stolic. A rozgrywki sekciarskie pomiędzy frakcjami POPiS-u od dawna mnie nie interesują, podobnie ‎jak rodzinne kłótnie pomiędzy obecnymi i byłymi prezydentami państwa zwanego Polską.‎
    Poza tym, to w Polsce być może są prawdziwi polscy patrioci, zwani nacjonalistami przez zwolenników ‎zależnosci naszej Ojczyny od zachodnich (i nie tylko zachodnich) mocarstw, ale naprawdę nie widzę w ‎Polsce neonazistów. Może są w Polsce jakieś marginalne, para-faszystowskie ugrupowania, którym ‎jednak bliżej jest do Salazara czy Franco (tolerowanych przecież przez tzw. zachodnie demokracje, tak ‎samo jak tolerują one dziś nieludzki reżym Saudów) niż do Mussoliniego, o Hitlerze już nie ‎wspominając, ale naprawdę nie widzę w Polsce żadnej partii czy ugrupowania nazistowskiego, czy też ‎neonazistowskiego. Proszę mnie oświecić, jeżeli się tu mylę.‎

  2. Obsesja „lepiej wyksztalconych z wielkich miast” marszem niepodleglosci dziwi… obchody stulecia to dla nich marsz marsz i marsz.
    A przeciez Marsz Niepodleglosci to wlasnie incjatywa Młodzieży Wszechpolskiej i ONR to ich marsz. Zainicjowali zorganizowali to maja.
    Nic przeciez nie przeszkodzi swiatlej Warszawie pod rzadami ksztalconego przez profesora Gieremka Europejczyka urzadzic tysiace innych imprez plus wlasny marsz, na przyklad z jadalnym orlem i Figurskim/Wojewodzkim z polskimi flagami.
    Smialo POLITYKO !

    Marsz!

  3. Budke przed ambasada rosyjska podpalila Platforma (celowa prowokacja) co przyznal na tasmach sam minister spraw wewenetrznych z PO… tak w praktyce wyglada rownosc i tolerancja w ich wydaniu.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Pani Ewo!
    12 listopada można zorganizować Pochód Niepodległości dla tych, którzy chętnie by poszli, ale nie chcą tego robić z narodowcami. Duda powiedział już, że wolny poniedziałek jest jak w banku.. Obywatele RP mogą już zacząć rozmawiać z partiami opozycyjnymi i byłymi prezydentami w sprawie tego pokojowego marszu. Proszę działać. 🙂

  6. Andrzej Falicz
    ‎31 października o godz. 0:55‎
    Otóż to. Niech żyje różnorodność, niekoniecznie „tęczowa”.‎
    ‎31 października o godz. 0:59‎
    Frakcja Szetyny tzw., POPiS-u jest tak samo zwierzęco antyrosyjska, jak frakcja Kaczora.‎

  7. Witold 31 października o godz. 7:22‎
    Oczywiście, że dnia 12 listopada (a także każdego innego dnia) można zorganizować w Warszawie ów ‎proponowany przez ciebie Pochód Niepodległości, tylko czyjej? Amerykańskiej? Izraelskiej? ‎Rosyjskiej? Chińskiej? Bo przecież nie polskiej, jako iż jesteśmy przecież od roku 1989 kondominium ‎‎(wspólnym protektoratem) USA, Niemiec i Watykanu.‎

  8. Tak się kończy popieranie nazistów i kiboli.

  9. Znalezione w Sieci:
    Polak Nieprawdziwy
    Jeśli PRL był totalny, to chyba ze względu na totalną opozycję, która z władzą, jak powiedział Kaczor, ‎nie chciała rozmawiać. Innymi słowy, żądała spełnienia wszystkich postulatów jakie tej opozycji ‎przyszły do głowy. Natomiast w post-PRL-u Kaczyński zajął miejsce post-PRL-owca a dokładniej post-‎solidarucha, wroga post-komuchów. Podobnie zresztą jak politycy z PO, z tym zastrzeżeniem, że ci ‎którzy są w PO i nie działają ukradkiem zgodnie z optyką PiS, są w oczach Kaczora kolaborantami i ‎sprzedawczykami. Niemała część społeczeństwa zwyczajnie nie trawi tego postsolidarnościowego ‎bełkotu i od lat nie chodzi do urn.‎
    http://www.tokfm.pl/Tokfm/7,130517,24104671,robert-biedron-polityka-oszalala-rzadzi-nami-strach-‎przed.html

  10. Azur 31 października o godz. 9:11‎
    Kiboli to POpierała pani (niedługo ex) prezydent Waltz, budując in stadion tzw. Legii za pieniądze ‎wszystkich podatników.‎