Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Blog Konserwatywny Ewy Siedleckiej - Kolejna witryna oparta na WordPressie Blog Konserwatywny Ewy Siedleckiej - Kolejna witryna oparta na WordPressie Blog Konserwatywny Ewy Siedleckiej - Kolejna witryna oparta na WordPressie
Zbigniew Ziobro

31.10.2018
środa

PiS rezygnuje z wojny totalnej?

31 października 2018, środa,

Zdumiewające, że polski rząd – po trzech latach lansowania tezy, że to demokratycznie wybrana władza polityczna – decyduje o tym, co jest zgodne z konstytucją, unijnym prawem czy ustawami, a nie „kasta sędziowska” przyznająca tę władzę jednak sądom, w tym unijnemu.

MSZ uważa, że Trybunał Konstytucyjny powinien odrzucić wniosek prokuratora generalnego w sprawie pytań prejudycjalnych. Takie stanowisko posłał do Trybunału Konstytucyjnego w odpowiedzi na wniosek prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry.

To gest polityczny. Bardzo znaczący, bo w stanowisku MSZ, który przed Trybunałem reprezentuje rząd PiS, stwierdza, że sądy mają swobodę zadawania pytań prejudycjalnych, a Trybunał Konstytucyjny ani żaden inny organ państwa nie ma prawa tych pytań oceniać. Więcej, MSZ stwierdza, że jedynym organem uprawnionym do dokonywania interpretacji unijnego prawa jest Trybunał Sprawiedliwości. Tymczasem cała retoryka PiS, łącznie z wypowiedziami prezydenta i urzędników jego kancelarii, wypowiedziami premiera i jego rzeczników, a także samego MSZ opierała się dotąd na twierdzeniu, że Polska i jej władze może suwerennie oceniać, co jest zgodne z prawem Unii, a co nie. Na tym twierdzeniu oparta jest nie tylko polemika rządu z Komisją Europejską w ramach procedury ochrony praworządności, ale też wszystko, co władze mówią o wykonaniu postanowienia tymczasowego TSUE o zawieszeniu przepisów usuwających z SN sędziów, którzy skończyli 65 lat. PiS podkreśla, że ma prawo ocenić to postanowienie pod kątem jego zgodności z prawem UE i decydować, czy i w jaki sposób zostanie wykonane.

A tu nagle pojawia się stanowisko MSZ, które w pełni podziela stanowisko SN, „klasycznych” (niewynajętych przez PiS) konstytucjonalistów i ekspertów od prawa wspólnotowego. A także Komisji Europejskiej i innych unijnych organów, z TSUE włącznie. Więcej, pojawia się w nim wątek, że ze względu na specyfikę UE kontrola jej prawa przez Trybunał Konstytucyjny powinna być ograniczona, a unijne prawo ma prymat nad konstytucją. Co prawda twierdzenie to jest przytoczone jako opinia części ekspertów, ale dla udowodnienia tezy, że wcale nie jest pewne, że konstytucja ma prymat nad unijnym prawem. Mimo że w 2005 r. Trybunał Konstytucyjny w sprawie europejskiego nakazu aresztowania orzekł, że w przypadku konfliktu miedzy prawem unijnym a konstytucją pierwszeństwo ma konstytucja. Można więc albo ją zmienić, albo wypowiedzieć traktat o UE (zmieniono konstytucję, dopisując do niej ENA).

A więc polski rząd w stanowisku MSZ poszedł naprawdę bardzo daleko, odbierając sobie antyunijne argumenty: że Unia niewłaściwie rozumie własne prawo, a polski rząd i jego eksperci robią to lepiej. I argumenty tożsamościowe: o wstawaniu z kolan, o prymacie polskiej konstytucji w każdej sytuacji i o suwerenności Polski polegającej na tym, że to rząd decyduje, jaka jest interpretacja prawa tak polskiego, jak umów międzynarodowych – z traktatem o UE włącznie. No i przyznaje sędziom pełną autonomię nie tylko w zadawaniu pytań prejudycjalnych, ale i w zawieszaniu działania przepisów, o które pyta TSUE.

Na dowód garść cytatów:

„Funkcjonowanie systemu współpracy między Trybunałem Sprawiedliwości UE a sądami krajowymi ustanowionego wart. 267 TSUE oraz zasada pierwszeństwa prawa Unii wymagają, aby sąd krajowy miał swobodę zwrócenia się do Trybunału z każdym pytaniem prejudycjalnym, jakie uważa za niezbędne, i to na każdym etapie postępowania, nawet po zakończeniu 15. postępowania wpadkowego w sprawie kontroli zgodności z konstytucją (wyrok z dnia 4 czerwca 2015 r., Kernkraftwerke Lippe-Ems, C-5/14, pkt 35 i przytoczone tam orzecznictwo). Skuteczność prawa Unii byłaby bowiem zagrożona, a zasada skuteczności (effet utile) art. 267 TSUE osłabiona, gdyby ze względu na postępowanie w sprawie kontroli zgodności z konstytucją sąd krajowy nie mógł zwrócić się do Trybunału z pytaniami prejudycjalnymi i bezpośrednio nadać prawu Unii zastosowania zgodnego z decyzją lub orzecznictwem Trybunału (zob. wyrok z dnia 4 czerwca 2015 r., Rernkraftwerke Lippe-Ems, C-5/14, pkt 36 i przytoczone tam orzecznictwo)”.

„W związku z tym, że sądy krajowe, stosując prawo unijne, są zobowiązane wykładać je w sposób autonomiczny, instytucja odesłania prejudycjalnego zapewnia jednolite stosowanie norm prawa UE i pozwala, jeśli nie wyeliminować, to z pewnością ograniczyć ryzyko rozbieżnej wykładni i w konsekwencji stosowania tych samych norm prawa UE w poszczególnych państwach członkowskich w odmienny sposób. Z wnioskiem o wydanie orzeczenia na podstawie art. 267 TSUE może zwrócić się sąd krajowy. Nie budzi więc żadnych wątpliwości, że na gruncie prawa polskiego kompetencję tę posiadają sądy powszechne, Sąd Najwyższy, sądy administracyjne czy Trybunał Konstytucyjny”.

„Trybunał wyraźnie stwierdził [wyrok TSUE w sprawie 283/81 Cilfit i in.], że jeżeli sądy te stwierdzą natomiast, że odwołanie się do prawa Unii jest konieczne w celu rozstrzygnięcia zawisłego przed nimi sporu, art. 267 TSUE nakłada na nie obowiązek przedłożenia Trybunałowi Sprawiedliwości wszystkich powstałych pytań dotyczących jego wykładni”.

„Sądy krajowe mają swobodę w wykonywaniu tego uprawnienia na każdym etapie postępowania, jaki uznają za stosowny (zob. wyroki: z dnia S października 2010 r., Ełczinow, C-173/09, pkt 26 i przytoczone tam orzecznictwo; a także z dnia 11 września 2014 r., A, C-112/13, pkt 39 i przytoczone tam orzecznictwo). Wybór najwłaściwszego momentu dla skierowania do Trybunału pytania prejudycjalnego należy bowiem do wyłącznej właściwości sądów krajowych (zob. wyroki: z dnia 15 marca 2012 r., Sibilio, C-157 /11, pkt 31 i przytoczone tam orzecznictwo; a także z dnia 7 kwietnia 2016 r., Degano Trasporti, C-546/14, pkt 16)”.

„O tym, czy pytania prejudycjalne kierowane przez sądy krajowe są dopuszczalne, decyduje Trybunał Sprawiedliwości UE. Sąd krajowy, do którego należy w ramach jego kompetencji stosowanie przepisów prawa Unii, zobowiązany jest zapewnić pełną skuteczność tych norm, w razie konieczności z własnej inicjatywy nie stosując wszelkich sprzecznych z nimi przepisów prawa krajowego, także późniejszych, bez potrzeby zwracania się o ich uprzednie usunięcie w drodze ustawodawczej lub w ramach innej procedury konstytucyjnej ani oczekiwania na usunięcie wspomnianych przepisów (zob. w szczególności ww. wyrok w sprawie Simmenthat pkt 21, 24; wyroki: z dnia 20 marca 2003 r. w sprawie C-187 /00 Kutz-Bauer, pkt 73; z dnia 3 maja 2005 r. w sprawach połączonych C-387 /02, C-391/02 i C-403/02 Berlusconi i in., pkt 72; a także z dnia 19 listopada 2009 r. w sprawie C-314/08 Filipiak, pkt 81)”.

Może PiS przestraszył się oskarżeń o zamiar polexitu, które mogą przyczynić się do jego klęski wyborczej? Może to próba pokazania Unii „dobrej woli” przed kolejnymi dyskusjami w ramach procedury ochrony praworządności i – wyznaczonym na 16 listopada – posiedzeniem TSUE w sprawie pytań prawnych Sądu Najwyższego i dalszym losem wniosku o zabezpieczenie tymczasowe? Może to element procesu odsuwania od władzy Zbigniewa Ziobry?

Tak czy inaczej jest to posunięcie świadome, bo gdyby miało służyć jedynie zapobiegnięciu wydania orzeczenia przez Trybunał Konstytucyjny, wystarczyłoby wydać takie polecenie jego kierownictwu. Nikt chyba nie wątpi, że owo kierownictwo słucha nie ministra Ziobry, ale Jarosława Kaczyńskiego.

A więc wygląda na to, że po trzech latach PiS zmienia paradygmat walki totalnej. Opór ma sens.

Czytaj więcej: Mobilizacja wyborców opozycji w metropoliach źle wróży PiS przed wyborami europejskimi. Słychać zatem, że partia rządząca nie wyklucza złagodzenia kursu i ustępstw wobec Unii

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 29

Dodaj komentarz »
  1. Nie sądzicie , że w tym przypadku po pierwsze:
    -Władza wykonawcza wkracza w kompetencje władzy sądowniczej
    -Po drugie- Rząd przyznaje, że nie panuje nad swoimi urzędnikami, czyli minister (nie)sprawiedliwości skierował skargę do TK nie konsultując jej z Premierem ani Radą Ministrów, albo MSZ wyraża stanowisko sprzeczne z RM albo że tzw „dobra zmiana ” to inne określenie słowa „burdel”

  2. Mad Marx 31 października o godz. 14:05‎
    Idea trójpodziału władzy jest przecież tylko staroświecką, burżuazyjną XVIII-wieczną ideą, życzeniem ‎niemożliwym do praktycznej realizacji a poza ‎tym, to implementowana tak jak np. ostatnio w USA, ‎powoduje ona paraliż władzy wykonawczej i ‎stawia władzę sądowniczą nawet ponad władzą ‎ustawodawczą, ustanawiając de facto dyktaturę ‎sędziów – w przypadku USA dyktaturę sędziów Sądu ‎Najwyższego, czyli osób pochodzących z ‎nominacji a nie z wolnych, powszechnych wyborów – tyle że ‎w USA to jest dziś „be” według redakcji „Polityki”, gdyż tam mianowano ostatnio do tamtejszego SN ‎sędziów prawicowych (konserwatywnych), a u nas jest to „cacy”, gdyż sędziowie naszego SN są ‎POstępowi, Nowocześni i liberalni. Widać jest więc wyraźnie, że cały ten trójpodział ‎władzy jest tylko ‎prawniczą fikcją i że nie da się go pogodzić z zasadami demokracji, czyli ‎ludowładztwa, jako że stawia ‎on de facto ponad prawem i Narodem kastę sędziowską. To jest więc idea ‎typowo feudalna, ‎zdecydowanie archaiczna w XXI wieku.‎
    Wola obywateli jest zaś pustym słowem, jeżeli miliarder mam tak jak np. w USA czy u nas, w praktyce ‎niemalże nieskończenie więcej ‎do powiedzenia w sprawach państwa niż bezrobotny człowiek pracy, ‎który ma tylko długi i jest na ‎łasce i niełasce lichwiarzy i tzw. pomocy społecznej. Tu model ‎amerykański praktycznie niczym się nie ‎różni od szwedzkiego i tak samo są one oba bankrutami ‎moralnymi.‎

  3. Panie Kowalski.
    Jest oczywiste, że idea trójpodziału władzy jest tylko „platońskim” ideałem, do którego w praktyce możemy się zbliżać lub od niego oddalać. Pan jesteś zdaje się zwolennikiem dominacji władzy wykonawczej, czyli systemu, jaki istniał np w III Rzeszy albo w ZSRR.
    Gdyby tam istniało niezależne od władzy sądownictwo, to nie mogłyby powstać kacety ani Gułag. Sam Pan pewnie nie zdajesz sobie z tego sprawy, że to właśnie niezależne sądownictwo broni Pana przed skutkami samowoli władzy, czyli, żeby odnieść się do Pańskiego poziomu rozumienia spraw:
    Jeżeli jakiś rządowy prominent potrąci Pana samochodem, to w kraju, gdzie istnieją niezależne sądy dostanie Pan odszkodowanie. W kraju, gdzie sądy są podległe władzy to Pan zapłaci odszkodowanie za uszkodzenie państwowego samochodu.
    System, którego jest Pan zwolennikiem mieliśmy przez 40 lat z okładem „i chwatit”

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Jeżeli Polska ma byc prawdziwie niepodległym państwem, to nasze prawo musi mieć bezwzględne ‎pierwszeństwo nad prawem europejskim (unijnym). Inaczej to stajemy się przecież kolonią, a w ‎najlepszym przypadku protektoratem Brukseli, czyli w praktyce Komisji Europejskiej, która de facto ‎rządzi Europą, a więc też i teoretycznie tylko niezależnymi sądami, jako że sądy unijne są przecież ‎finasowanie z funduszu zatwierdzanego i zarządzanego przez Komisję Europejską.‎
    Jeżeli ktoś więc twierdzi, że unijne prawo ma mieć prymat nad Konstytucją RP, to znaczy, że twierdzi ‎on, iż Polska nie jest państwem w pełni niepodległym i w pełni suwerennym, jako iż podlega ona prawu ‎stanowionemu nie w Warszawie, a w Brukseli i Strasburgu. Pamiętam, jaki raban podniosła tzw. ‎pozycja demokratyczna, kiedy to do Konstytucji PRL-u chciano wprowadzić niewinny i czysto ‎formalny zapis o sojuszu Polski z ZSRR, a teraz mamy przecież sprawę znacznie poważniejszą, czyli ‎ograniczanie polskiej niepodległości przez anonimowych, pochodzących z mianowania a nie z ‎demokratycznych wyborów, eurokratów i sędziów unijnych, w większości bardzo Polsce i Polakom ‎nieprzechylnym, żeby nie powiedzieć, że wręcz wrogich.‎

  6. Mad Marx 31 października o godz. 17:31‎
    Jest oczywiste, że idea trójpodziału władzy jest tylko „platońskim” ideałem, do którego w praktyce ‎możemy się zbliżać lub od niego oddalać, ale nigdy go nie osiągniemy, gdyż jest on z definicji ‎nieosiągalny, tak jak prędkość światła. Natomiast ja jest zwolennikiem demokracji bezpośredniej, czyli ‎prawdziwej, a nie tzw. demokracji pośredniej, czyli przedstawicielskiej, która w praktyce degeneruje się ‎zawsze do rządów elit, czyli w kapitalizmie do plutokracji z elementami ochlokracji, jako iż plutokraci ‎są bardzo często tylko zwykłą hołotą.‎
    Niezależne od władzy sądownictwo istniało w III Rzeszy, w tym w GG i co z tego? Sądownictwo mnie ‎przed nikim nie broni, to raczej ja muszę bronić się przed sądownictwem, które w kapitalizmie stało się ‎jednym z narzędzi klasowego ucisku. Jeżeli jakiś rządowy prominent potrąci mnie samochodem, to nie ‎jest prawda, że w kraju, gdzie istnieją niezależne sądy dostanę należne mi odszkodowanie, chyba że ‎sprawa stanie się, jak w przypadku wypadku pani Szydło sprawą publiczną, generującą niepochlebne ‎opinie o aktualniej wladzy. W kraju, gdzie sądy są podległe władzy, to władza wypłaci mi ‎odszkodowanie bez rozprawy sądowej, dbając o swój wizerunek, a w państwie z tzw. niezależnymi ‎sądami, to jestem w sytuacji nie do pozazdroszczenia, gdyż nie jest mnie stać na tak dobrych ‎adwokatów, na jakich stać jest władze.‎
    Nie jestem więc zwolennikiem dyktatury, co ty mi wmawiasz, a tylko prawdziwej, bezpośredniej ‎demokracji, z ograniczeniami na posiadany majątek, aby każdy obywatel, niezależnie od jego stanu ‎majątkowego, miał w praktyce tyle samo do powiedzenia w sprawach publicznych. Jak to już pisałem, ‎jeżeli miliarder ma tak jak np. w USA czy u nas, w praktyce niemalże nieskończenie więcej ‎do ‎powiedzenia w sprawach państwa niż bezrobotny człowiek pracy, który ma tylko długi i jest na ‎łasce i ‎niełasce lichwiarzy i tzw. pomocy społecznej, to demokracja staję się tylko pustym frazesem. Tu model ‎amerykański praktycznie niczym się nie ‎różni od szwedzkiego i tak samo są one oba bankrutami ‎moralnymi.‎

  7. Mad Marx
    Niezależne od władzy sądownictwo oznacza wybór przez społeczeństwo
    osób uznawanych powszechnie za uczciwych, sprawiedliwych, empatycznych wobec ofiar i asertywnych wobec sprawców.
    Społeczeństwo osoby te obdarza zaufaniem powierzając im rozstrzyganie spraw spornych między członkami społeczności, nakazywania naprawy przez sprawców wyrządzonych innym szkód a nawet karania jeśli szkoda wynikała ze złej woli sprawcy.
    Oczywiście społeczność ponosi koszty utrzymania takiego systemy płacąc bezpośrednio podatek na ten cel.
    Mandat ten musi być okresowo ( co kadencję ) poddawany weryfikacji w wyborach ale też powinien być sprawowany bez ograniczeń co do ilości kadencji. Musi także być możliwość cofnięcia tego mandatu przed upływem kadencji, jeśli osoba taka zawiedzie zaufanie.
    Taki się marzy idealny, zgodny z oczekiwaniem społeczeństwa.
    W jakim stopniu oczekiwania te spełnia obecnie funkcjonujący u nas tzw. „wymiar sprawiedliwości”

  8. Kaesjot
    Otóż to – niezależne od władzy sądownictwo oznacza wybór przez społeczeństwo na sędziów osób ‎uznawanych powszechnie za uczciwych, sprawiedliwych, empatycznych wobec ofiar i asertywnych ‎wobec sprawców, a nie mianowania sędziów przez biurokratów i polityków, tak jak to się dzieje ‎obecnie praktycznie wszędzie na świecie, a szczególnie zaś w Polsce Oczywiste więc jest, że obecnie ‎funkcjonujący u nas tzw. „wymiar sprawiedliwości” w żadnym stopniu nie spełnia warunków ‎niezależności sądownictwa, jako że sędziowie są obecnie arbitralnie mianowani przez urzędników i ‎polityków i od urzędników i polityków zależą ich zarobki, awanse czy też odznaczenia. Nie ulega wiec ‎wątpliwości, że ta cała obrona rzekomej niezależności sędziów jest tylko hucpą mającą na celu ‎uniemożliwienie przeprowadzenia reformy sądownictwa, która jest przecież Polsce bardzo potrzebna.‎

  9. Ktoś coś rozumie z tej komedii? Jest nowe oświadczenie MSZ. Zaczynam mieć wątpliwości co do mojej umiejętności czytania ze zrozumieniem. Na szczęście nie tylko ja jestem w tym towarzystwie. 🙂

  10. Witold 31 października o godz. 21:15‎
    Po co nam MSZ, skoro polityka zagraniczna Polski jest kierowana z Waszyngtonu i Brukseli a nie z ‎Warszawy? Po co nam polskie sądy, skoro mamy sądy unijne? Po co nam MON, skoro mamy mieć ‎Fort Trump?‎

  11. @jakowalski
    31 października o godz. 22:44

    Witold 31 października o godz. 21:15‎
    Po co nam MSZ, skoro polityka zagraniczna Polski jest kierowana z Waszyngtonu i Brukseli a nie z ‎Warszawy? Po co nam polskie sądy, skoro mamy sądy unijne? Po co nam MON, skoro mamy mieć ‎Fort Trump?‎

    tykowalski – przestan utyskiwac tylko podaj co proponujesz w zamian bo jak do tej pory to jawisz mi sie wasc jako facet ktory przegral zycie i jest jedna noga „na tamtym swiecie”, moze jednak wizyta u geriatry dalaby jakis efekt?

  12. Rodz™ 31 października o godz. 22:55\
    Stać jest cjebie tylko na chamski atak ad personam i na nic więcej. 🙁

  13. jakowalski
    31 października o godz. 22:59

    Nie uwazam, ze to chamski atak, jesli tak rozumiales to przepraszam. Ale przeczytalem Twoje wpisy i poprosilem Cie abys zamiast pisania tylko co jest zle na tym swiecie podal jakas recepte. Narzekac wszyscy potrafimy, ja tez.

  14. „PiS rezygnuje z wojny totalnej?”

    Manipulacja. PiS rezygnuje z obrony totalnej – już lepiej. Nie będzie totalnych ataków, rozdzielania włosa na czworo, potępiania w czambuł, to i taka obrona nie będzie konieczna.

  15. AOlsztynski 1 listopada o godz. 6:22
    Klasyczne wręcz wishful thinking czyli myślenie życzeniowe i zaklinanie rzeczywistości. Jakże to katolickie…

  16. Rodz™ 31 października o godz. 23:49‎
    OK, przeprosiny przyjęte i podaję moje rozwiązanie, zresztą już wyłożone na tym wątku. Jest to w ‎wielkim skrócie demokracja prawdziwa, czyli bezpośrednia, w tym więc uniezależnienie Polski od UE i ‎NATO, a przede wszystkim to potrzebne jest nam sądownictwo prawdziwie niezależne od władzy ‎ustawodawczej i wykonawczej (a także od czwartej władzy, czyli od tzw. mediów), a to oznacza z kolei ‎wolny, demokratyczny wybór przez całe polskie społeczeństwo na sędziów osób uznawanych ‎powszechnie za uczciwych, sprawiedliwych, empatycznych wobec ofiar i asertywnych wobec ‎sprawców, a nie mianowania sędziów przez biurokratów i polityków, tak jak to się dzieje obecnie ‎praktycznie wszędzie na świecie, a szczególnie zaś w Polsce. Oczywiste jest też, że obecnie ‎funkcjonujący u nas tzw. „wymiar sprawiedliwości” w żadnym stopniu nie spełnia warunków ‎niezależności sądownictwa, jako że sędziowie są obecnie arbitralnie mianowani przez urzędników i ‎polityków i od urzędników i polityków zależą ich zarobki, awanse czy też odznaczenia. Nie ulega więc ‎wątpliwości, że ta cała obrona tej rzekomej niezależności sędziów jest tylko hucpą mającą na celu ‎uniemożliwienie przeprowadzenia reformy sądownictwa, która jest przecież Polsce bardzo potrzebna.‎

  17. Pani autorka zrezygnuje z wklejania po raz 1001 tego samego tekstu o PiS-ie? Naprawdę? Proszę nie sprawiać nikomu tego zawodu…

  18. Panie Kowalski
    Państwem w pełni niepodległym była np Kambodża w czasach Pol Pota, albo Albania za Enwera Hodży. Poz tym niepodległe są USA, Chiny albo Rosja, czyli kraje wielkie.
    Polska przystępując do UE oddała część swojej suwerenności w ręce instytucji międzynarodowych, to jest oczywiste. Pan też , żyjąc w społeczeństwie oddaje jakąś część własnej wolności w ręce różnych instytucji. Pańska argumentacja, że skoro są sądy unijne to nie potrzeba krajowych jest bez sensu, żeby nie powiedzieć dosadnie, że Pan sam sobą potwierdza stare rosyjskie przysłowie że „uczonych mnogo…” Mamy Sąd Najwyższy, to po co nam sądy rejonowe ?

  19. Panie Kowalski
    Mógłby Pan w prostych słowach wyjaśnić w jaki sposób ta obecna „reforma” sądownictwa ma zwiększyć niezależność sądów od władzy ?

  20. Mad Marx 1 listopada o godz. 12:06‎
    Choćby przez to, że powołana będzie izba dyscyplinarna w SN, która ograniczy obecną bezkarność ‎kasty sędziowskiej i jej uleganie presji polityków i biznesu np. przez łapówki, w tym „legalne” czyli w ‎postaci awansu czy orderu. Poza tym, to jak pisałem, jestem za głębszą reformą sądownictwa, w tym za ‎wybieralnością sędziów przez naród, a nie jak dziś arbitralnym mianowaniem ich przez ‎skorumpowanych polityków z POPiS-u i nieudolnych, często post-PRL-owskich biurokratów.‎

  21. Mad Marx 1 listopada o godz. 12:04‎
    Bzdura. Kambodża (Kampucza) w czasach Pol Pota istniała tylko dzięki poparciu, jakiej udzielały jej ‎USA („na złość” Wietnamowi), a Albania za Enwera Hodży była zależna od ChRL. Zgoda, że ‎najbardziej niepodległe są USA, Chiny albo Rosja, czyli kraje wielkie, ale prawdziwie niepodległa jest ‎też np. mała Szwajcaria.‎
    Polska przystępując do UE i NATO oddała część swojej suwerenności w ręce instytucji ‎międzynarodowych, ale nie informując o tym Polaków. Co innego, kiedy żyjąc w społeczeństwie ‎oddaję zgodnie z umową społeczną jakąś część mojej własnej wolności w ręce różnych instytucji, ‎demokratyczne ustanowionych przez mój Naród, a co innego, gdy zaczynają mna rządzić anonimowi ‎eurokraci czy też sędziowie unijni. Moja argumentacja, że skoro są sądy unijne to nie potrzeba nam ‎krajowych ma sens, gdyż jeśli oddamy nasz wymiar sprawiedliwości pod kontrolę zagranicznych ‎sądów, to potrzebne są nam tylko owe zagraniczne sądy, a nie ich polscy, całkowicie przecież zbędni ‎dublerzy. Pisząc „sądy” miałem przecież na myśli wszystkie polskie sądy, od rejonowego do ‎najwyższego, które w warunkach podporzadkowania Polski do UE i Trybunałowi Unijnemu, powinny ‎być unijne, a nie polskie.‎

  22. Panie Kowalski-
    Nie wiem, gdzie Pan mieszka, ale informuję Pana, że w sprawie przystąpienia Polski do UE odbyło się referendum, w którym większość opowiedziała się za ograniczeniem suwerenności. Tak działa demokracja. Do NATO „zapisała” nas też demokratycznie wybrana władza. Jakoś nie pamiętam gwałtownych przeciw temu sprzeciwów. Fakt, że referendum w tej sprawie nie było a być powinno.
    Porównanie Polski do Szwajcarii jest wzięte z Du*y. Wystarczy porównać PKB na głowę Polski i Szwajcarii albo pozycję narodowej waluty Polski i Szwajcarii na światowym rynku
    Chyba, że Pan uwierzył w propagandowe zapewnienia, że Polska stanowi 10-tą gospodarkę świata….

  23. Izba Dyscyplinarna powołana w całości przez polityków aktualnie rządzącej partii??? Pan albo jesteś idiotą albo masz Pan za idiotów innych. Taka izba owszem będzie gwarantować, że sędziowie będą sądzić zgodnie z marksowską zasadą, że prawo służy zabezpieczeniu interesów klasy panującej.
    Sens by miało, gdyby np członków KRS i SN powoływał Sejm albo Zgromadzenie Narodowe większością 2/3 głosów. I gdyby kandydatów do tych gremiów mogli zgłaszać niezrzeszeni w partiach obywatele. I gdyby członkowie tej Izby Dyscyplinarnej byli wynagradzani tak samo, jak pozostali członkowie SN

  24. Mad Marx 1 listopada o godz. 14:40‎
    Mieszkam od roku 1981 zagranicą, ale wiem, że takowe referendum co prawda formalnie się odbyło, ‎ale też dobrze pamiętam, że nikt wtedy Polaków uczciwie nie poinformował o tym, że wstąpienie do ‎UE oznacza praktycznie (de facto) koniec niepodległości Polski. Wiem, że nikt o tym uczciwie ‎wówczas Polaków nie poinformował, jako że czytałem wtedy polskie gazety i oglądałem polską ‎telewizję. To nie miało więc nic wspólnego z demokracją, a wszystko z kłamliwą propagandą ‎polityczną. Podobnie, a nawet gorzej, było z NATO – nikt nie powiedzial wtedy Polakom, że będzie to ‎oznaczać de facto okupację Polski przez kolejnego okupanta, tyle że tym razem pod flagami USA i ‎NATO, jako że NATO to jest przecież praktycznie US Army i jej przybudówki. Ja też nie pamiętam ‎gwałtownych przeciw temu sprzeciwów, a tylko kłamliwą reżymową propagandę oraz brak referendum ‎w tej sprawie.‎
    Polska ma zaś PKB znacznie większy niż Szwajcaria – Polska 1,121,009 a Szwajcaria zaledwie jakąś ‎połowę tego czyli tylko 517,172 – dane w mln międzynarodowych czyli porównywalnych dolarów. Per ‎capita to jest Szwajcaria 61,360 tych międzynarodowych czyli porównywalnych dolarów a Polska ‎‎29,251, tyle że dane dla Szwajcarii są mocno zniekształcone przez bardzo wysokie dochody ‎tamtejszych oligarchów i tym, że Szwajcaria jest rajem podatkowym i znaną na całym świecie pralnią ‎brudnych pieniędzy. Tak więc co do waluty, to wystarczy, aby banki szwajcarskie zapłaciły ‎odpowiednio wysokie kary za pranie tych brudnych pieniędzy w tym za pomaganie nazistom podczas ‎II wojny światowej, aby frank szwajcarski miał taką samą pozycję jak dolar Zimbabwe, a Szwajcaria ‎pozycję tegoż państwa.‎

  25. Mad Marx 1 listopada o godz. 14:47‎
    Jeżeli mamy demokrację parlamentarną, to prawo stanowi w niej zwyczajna większość posłów i ‎senatorów, a więc to oni mianują sędziów i tak jest praktycznie we wszystkich burżuazyjnych ‎demokracjach. Tzw. lewica niedawno oburzała się, kiedy prezydent Trump mianował swojego ‎człowieka na sędziego sadu najwyższego USA, ale siedziała cicho, kiedy poprzedni prezydent, czyli ‎Obama, mianował swojego człowieka na takie samo stanowisko. Jak to można inaczej nazwać, jak nie ‎moralnością Kalego?‎
    I oczywiste jest, że prawo jest sformalizowaną (skodyfikowaną) wolą klasy panującej, a w przypadku ‎kapitalizmu- burżuazji. Popatrz na obecne polskie prawo, które pozwala na wyzysk pracowników ‎najemnych i ogranicza ich prawa, a daje dodatkowe uprawnienia kapitalistom czyli burżuazji, np. ‎zniżki podatkowe dla najbogatszych, a wysoki podatek nawet od najniższych zarobków z pracy czy ‎emerytur.‎
    Sens by miało, gdyby np. członków KRS i SN oraz TK wybierano w bezpośrednich, demokratycznych ‎wyborach, oczywiście spośród osób z odpowiednimi kwalifikacjami, ale nie spośród zawodowych ‎prawników gdyż sędziowie powinni stać ponad partykularnymi interesami kasty prawniczej – analogia ‎do ministra wojny („obrony narodowej”) który nie jest zawodowym wojskowym, aby reprezentował on ‎interesy ogółu Narodu, a nie tylko kasty zawodowych wyższych oficerów.‎

  26. Mad Marx 1 listopada o godz. 14:47‎
    Dziękuje za nazwanie mnie idiotą. Czuję się jak książę Lew Mikołajewicz Myszkin (Князь Лев ‎Николаевич Мышкин). ;-)‎

  27. Panie Kowalski
    Jak Pan mieszkasz za granicą to proszę, żebyś Pan nie proponował nam, jak mamy tu w Polsce urządzać sobie życie. Pan chwalisz postępowanie tzw „dobrej zmiany” ale nie masz Pan zamiaru efektów jej działania doświadczać na własnej skórze. Wybrał sobie Pan nową ojczyznę to starą zostaw Pan tym, którzy w niej mieszkają i nie pleć Pan o sprawach o których nie masz Pan pojęcia.

  28. Mad Marx 1 listopada o godz. 21:42‎
    Jestem Polakiem z urodzenia i pełnoprawnym obywatelem RP, a więc mam tyle samo do powiedzenia ‎w sprawach Polski co inni obywatele RP, niezależnie od tego, gdzie oni mieszkają. Nie wybrałem siebie ‎innej ojczyzny, gdyż ojczyznę ma się tylko jedną, a tylko czasowo zmieniłem miejsce zamieszkania, ‎gdyż gospodarka Polski, a szczególnie jej nauka, szkolnictwo wyższe i sektor wysokich technologii ‎‎(high tech), w których pracowałem aż od emerytury, zostały zrujnowane po roku 1988 przez tzw. Plan ‎Balcerowicza, a winę ponosi za to zarówno POPiS, jak też i SLD oraz PSL.‎

  29. @jakowalski: „Pisząc „sądy” miałem przecież na myśli wszystkie polskie sądy, od rejonowego do ‎najwyższego, które w warunkach podporzadkowania Polski do UE i Trybunałowi Unijnemu, powinny ‎być unijne, a nie polskie.‎”

    I sa. To jest implikacja akcesu unijnego jak i orzeczenia z 27-go lutego w sprawie wynagrodzenia sędziow Trybunału Obrachunkowego Portugalii. Wg. tego orzeczenia sady krajowe poszczegolnych panstw wspolnoty sa sadami UE.
    Sedziowie TSUE zwracajac uwage na zobowiazanie panstw wchodzacych w sklad wspolnoty zapewnienia poszanowania i stosowania prawa UE podkreslili, ze wymiar sprawiedliwości nie jest sprawa tylko i wylacznie narodowa, a sady krajowe sa rownoczesnie sadami unijnymi. Tak wiec, TSUE uczynil sie straznikiem praworzadnosci w UE.

  30. Alka33 2 listopada o godz. 21:10‎
    Jeżeli sądy krajowe poszczególnych państw wspólnoty są sądami UE, to polski sąd odpowiednej ‎instancji może wydać wyrok obowiązujący w całej Unii, np. zakaz wtrącania sie KE w wewnętrzne ‎sprawy Polski, jako że wymiar sprawiedliwości nie jest sprawą tylko i wyłącznie narodową, a sądy ‎krajowe są równocześnie sądami unijnymi. Tak więc z jednej strony to TSUE uczynił się ‎samozwańczym strażnikiem praworządności w UE, ale jednocześnie dał on bardzo szerokie ‎uprawnienia sądom krajowym, w tym także prawo interpretacji całego prawa unijnego.‎