Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Blog Konserwatywny Ewy Siedleckiej - Kolejna witryna oparta na WordPressie Blog Konserwatywny Ewy Siedleckiej - Kolejna witryna oparta na WordPressie Blog Konserwatywny Ewy Siedleckiej - Kolejna witryna oparta na WordPressie

20.10.2017
piątek

Julia Przyłębska agentką?

20 października 2017, piątek,

Trybunał Konstytucyjny jest kierowany przez agentów służb specjalnych, Julię Przyłębską i Mariusza Muszyńskiego – pisze dziś na czołówce „Gazety Wyborczej” Wojciech Czuchnowski. Wie o tym „z kilku źródeł związanych ze służbami”. Przyznaje, że nie ma dokumentów, a rozmówcy zastrzegli anonimowość. Służby nie odpowiedziały na pytania „Wyborczej”, podobnie jak sami zainteresowani. Poza Andrzejem Przyłębskim, który określił te informacje jako bzdury. O nim dowiadujemy się, że został reaktywowany jako agent przez służby III RP, gdy pracował jako dyplomata w Berlinie w latach 90. (przedtem zgodził się na współpracę z SB, ale miał jej realnie nie wykonywać).

Pytanie, czy to prawda, pozostanie zapewne bez odpowiedzi. Chyba że ktoś ze służb zechce wynieść tajne dokumenty. Tak jak się to stało w przypadku „teczki” Przyłębskiego wyniesionej z Instytutu Pamięci Narodowej.

Podobnie bez odpowiedzi pozostanie pytanie, czy jeśli Przyłębska i Muszyński byli agentami służb III RP (co do Muszyńskiego wątpliwości raczej nie ma, sprawa znana jest od dawna), to są nimi nadal? Inaczej mówiąc: czy w Trybunale pełnią misję zleconą przez służby specjalne?

Wreszcie jest też pytanie: czy jeśli redakcja nie ma materialnych dowodów, powinna taki tekst publikować, oskarżając osoby sprawujące wysokie funkcja publiczne?

Moim zdaniem redakcja ma do tego prawo. Jeśli dziennikarz i redaktorzy w swoim sumieniu uznali informację za wiarygodną, a dotyczy ona osób na tak wysokich stanowiskach w konstytucyjnym organie państwa, organie, który jest jednym z trzech filarów trójpodziału władzy – to mają obowiązek podzielić się tą informacją, lojalnie informując czytelników, na czym się opierają. Nawet ryzykując proces sądowy. W takim procesie sąd ma prawo zażądać od służb specjalnych niejawnych informacji w tej sprawie. A jeśli odmówią – może sprawę, wszystko jedno, karną czy cywilną, rozstrzygnąć na korzyść redakcji. I konstytucyjnego prawa opinii publicznej do informacji o działaniach władzy. Tyle o etyce dziennikarskiej.

Czy Julia Przyłębska była tajną współpracownicą służb specjalnych III RP? Z tego, co napisał Wojtek Czuchnowski, wynika, że zwerbowano jej męża, a ją zakwalifikowano jako „zabezpieczenie operacyjne”. Czyli osobę, którą służba werbująca jej męża ma chronić przed zwerbowaniem przez inną służbę specjalną. Czyli Przyłębska – wówczas sędzia w poznańskim sądzie – mogła nie wiedzieć o zwerbowaniu męża. A tym bardziej o tym, że jest objęta zabezpieczeniem operacyjnym. Potem wyjechali z mężem na placówkę dyplomatyczną do Niemiec i już nie pracowała jako sędzia. Wtedy miał ją zwerbować agent UOP Mariusz Muszyński, również wysłany na tę placówkę.

We współpracy z tajnymi służbami demokratycznego państwa nie ma nic nagannego (oczywiście, jeśli ktoś nie uważa, że przyzwoity człowiek nie powinien być agentem). Skoro Julia Przyłębska nie była już sędzią, nie było etycznych przeszkód, by została agentką. Chociaż można się zastanawiać: po co służbom aż dwoje agentów w tej samej rodzinie? Ale Muszyńskiemu mogła się przydać do statystyki osiągnięć: zwerbował szpiega.

Mogło być i tak, że zwerbował ją tylko na papierze – wiemy, że w PRL takie sytuacje nie były rzadkością, bo za zwerbowanie dostawało się pieniądze i pochwały. No więc Przyłębska mogła być dla Muszyńskiego niczego nieświadomą martwą duszą. Jak było – pewnie się nie dowiemy. Podobnie jak tego, czy jeśli była agentką, to nadal nią pozostaje.

Z legalistycznego i etycznego punktu widzenia byłoby to złamaniem konstytucyjnej zasady trójpodziału władzy i niezależności sędziowskiej. Byłoby w najwyższym stopniu nieetyczne i groźne dla państwa prawa. Podobnie jak obsadzenie w Trybunale czynnego (jeśli czynnego) agenta Muszyńskiego.

Ale z praktycznego punktu widzenia to, czy działalność Przyłębskiej i Muszyńskiego w Trybunale ma charakter agenturalny, czy jest wyłącznie wypełnianiem życzeń władzy, z którą sympatyzują i której zawdzięczają posady – nie ma większego znaczenia. To, co robią, i to, jak działa Trybunał pod ich kontrolą – widać gołym okiem. I nie jest to finezyjna gra, tylko rąbanie siekierą resztek państwa prawa. Z którego i tak niewiele już zostało.

Odpowiedź na pytania o agenturalność osób pełniących obowiązki sędziów, a zarazem prezesa i wiceprezesa TK, będzie kluczowa, jeśli kiedyś przyjdzie rozliczać PiS za jego rządy. Dziś takie podejrzenie niespecjalnie jednak zaszkodzi wiarygodności Trybunału, bo ta bliska jest zeru. Także na arenie międzynarodowej, o czym świadczy fakt sprzed tygodnia: Trybunał w Strasburgu przyjął skargi rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej na przymusowe ekshumacje, mimo że sprawa zawisła przed polskim TK. Nie uznał tego Trybunału za spełniający kryteria niezależnego sądu.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 8

Dodaj komentarz »
  1. Przyłębska i Muszyński to para raczej kabaretowa, co widać w ich rozmowach z dziennikarzami.

  2. Może ktoś zdekomunizowany z niską emeryturą zechce załatwić te „tajne” dokumenty?

  3. Przyjaciel czyli wróg
    W dniu 4 czerwca 1989 roku w dwóch szkołach MSW będących kuźniami kadr oficerskich dla zbrojnego ramienia PZPR przeprowadzono wybory parlamentarne. Szkoły te, a mowa o WSO w Legionowie i WSO w Szczytnie, stanowiły zamknięte okręgi wyborcze. To znaczy, głosowali tam tylko kandydaci na oficerów służb podległych MSW, w tym SB. Okazało się, że te młode gnojki oddały głosy na kandydatów Solidarności. Obie szkoły oficerskie Rada Ministrów rozwiązała już sześć dni później. Jeszcze przed drugą turą wyborów. Te młode gnojki ocalały jednak i pokończyły szkoły oficerskie już po 1990 roku. Wielu z nich jeszcze w ubiegłym roku pełniło służbę w Policji, Straży Granicznej i innych służbach mundurowych. Dopiero, wywalili ich Błaszczak z Zielińskim.
    Biedne baranki boże, wiecie tylko to, co usłyszycie w Radiu Maryja, a ostatnio w TVP. Nie ma żadnej rozprawy z komuną. Jest rozprawa z tymi, którzy komuny nie chcieli bronić!

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. ..panie prezesie juz mozna wczesniej odejsc na emeryture ,starczy tego balaganu ,klamstw,obelg ,chamstwa polityka panska doszla do tz;czerwonej lini !! STOP

  6. Jeśli polskie służby specjalne mają takich agentów i w taki sposób działają, to ja bardzo cienko widzę skuteczność tych służb specjalnych w starciu ze służbami, na przykład, Rosji. Już na pierwszy rzut oka wygląda to na obciach, pomijając niekonstytucyjny charakter całej tej „operacji” przeprowadzonej przez pis. Chciałbym dodać, ze to właśnie obciach jako taki był przyczyną przegranych wojen i powstań polskich oraz licznych katastrof lotniczych.
    Podsumowując, od pisu odrzuca mnie prezentowane przez ludzi z tego ugrupowania szambo intelektualne.

  7. Jeżeli byli agentami ,to bardzo musieli się sprawdzić ?Komu?Jeżeli nie byli ,to za jakie zasługi awansowali?Jak żyć w takim tajemniczym jak z bajki kraju?Śmiać się czy płakać .Czy się bać?

  8. Nie jestem sympatykiem PiS. Jednak „najnowsze osiągnięcie” GW, to typowy „fake news”.Brak dokumentów, anonimowi informatorzy – typowe dla amerykańskich mediów, które w ten sposób niszczą USA i Trumpa i wszystko to robią za pieniądze znanego „filantropa” G. Sorosa.

  9. Polska coraz głębiej obsuwa się w antydemokratyczny (antycywilizacyjny) ustrój. Zgraja prostaków i cwaniaków przejmuje państwo w swój zarząd przy coraz większym aplauzie (sondaże!) zapłaconej przez rząd publiczności (500+ i inne pieniądze). To można było jakoś przeżyć gdyby nie gospodarcze fantazje tej władzy w postaci tzw. „planu” czyli fantasmagorii Morawieckiego podjudzanego przez Kaczyńskiego (kanały, lotniska itp.). Kolejnego upadku gospodarczego Polski społeczeństwo tej władzy nie wybaczy.
    Tragedią Polski jest brak sensownej opozycji. Formalnie jest, ale „bezprogramowa” i śmieszna (np. Petru i jego żądania).