Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Blog Konserwatywny Ewy Siedleckiej - Kolejna witryna oparta na WordPressie Blog Konserwatywny Ewy Siedleckiej - Kolejna witryna oparta na WordPressie Blog Konserwatywny Ewy Siedleckiej - Kolejna witryna oparta na WordPressie

7.03.2018
środa

Zwierzęta a oświecona dyktatura

7 marca 2018, środa,

Okrucieństwo polowań, czyli święte od dziesięcioleci przywileje myśliwych – ograniczone. Wolą jednego człowieka: Jarosława Kaczyńskiego. Władza autorytarna przyniosła dobre owoce. A ja mam mieszane uczucia…

W zeszłej kadencji Sejmu przez wiele miesięcy opisywałam żenujący przebieg prac nad nowym prawem łowieckim. Prac, które – za milczącą akceptacją kierownictw PO, PiS, PSL i SLD – w pełni kontrolowali myśliwi. Nowe prawo miało dostosować przepisy do wyroku Trybunału Konstytucyjnego który orzekł, że właściciel ziemi powinien mieć możliwość wniesienia sprzeciwu wobec polowań na jego terenie.

Nowelizację dla Ministerstwa Środowiska pisali urzędnicy-myśliwi. A potem myśliwi-posłowie pracowali nad nim w sejmowej Komisji Rolnictwa. Podkomisja, która się projektem zajęła, składała się wyłącznie z myśliwych. Z jednym wyjątkiem: Pawła Suskiego z PO, który walczył o uwzględnienie poprawek koalicji kilkudziesięciu organizacji ekologicznych „Niech Żyją” i koalicji organizacji praw dziecka zrzeszającej Komitet Ochrony Praw Dziecka, fundację Dzieci Niczyje, UNICEF Polska, Stowarzyszenie na rzecz Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie „Niebieska Linia” i Pracownię na rzecz Wszystkich Istot.

Pamiętam kłótnie, czy zakaz udziału dzieci w polowaniach ma obowiązywać do 11. czy może 16. roku życia (dzieci używa się do nagonki). Pamiętam demonstracje pod Sejmem. Listy z apelami. A koniec końców myśliwi w Sejmie zablokowali przyjęcie jakiejkolwiek nowelizacji. Taką mieli, ponad podziałami, siłę. Mimo że ich partie ponosiły straty wizerunkowe, bo do większości społeczeństwa przemawiały argumenty obrońców zwierząt i dzieci, a nie myśliwych.

I teraz oto przychodzi Jarosław Kaczyński, daje sygnał – i problemy znikają. Niemal cały PiS głosuje za (przeciw były dwie posłanki, wstrzymał się jeden poseł, 14 nie przyszło na głosowanie). To wygląda na dowód ustrojowej wyższości oświeconej dyktatury.

Tylko że owa dyktatura oświecona jest niezwykle wybiórczo: tam, gdzie dyktatora oświeci – choćby z miłości do kotów które, obok psów, padają ofiarą myśliwych. W kwestiach kluczowych dla państwa prawa mrok spowija tak umysł, jak serce dyktatora. Mrok spowija też Polskę rządzoną przez jego hufce.

Ale nawet w sprawie miłości do zwierząt oświecenie dyktatora ma granice. A może (aż strach pomyśleć!) granice ma jego… władza? Oto bowiem odrzucone zostały postulaty organizacji ekologów i obrońców zwierząt, które zdecydowanie lepiej chroniłyby zwierzęta i środowisko naturalne. Uchwalono:

– zakaz udziału w polowaniach dzieci do lat osiemnastu
– zakaz używania żywych zwierząt do szkolenia psów myśliwskich (tzw. norowanie) i ptaków drapieżnych
– będzie można złożyć skuteczny sprzeciw do przeprowadzania polowań na własnej ziemi
– usunięto wprowadzony niedawno przepis o zakazie „umyślnego przeszkadzania w polowaniu”, wymierzony w obrońców zwierząt i właścicieli ziemi, którzy nie godzili się na polowanie
– w parkach narodowych i na innych obszarach chronionych przyrodniczo nie będzie można polować z nagonką, robić „odstrzałów redukcyjnych” ani sztucznie dokarmiać zwierząt – także w celu ich zwabienia pod lufę (gnijące resztki zatruwają środowisko, a zwierzęta zarażają się chorobami).

To wszystko pięknie. Ale organizacje ekologów i obrońców zwierząt postulują, by zakaz polowań z nagonką (jako okrutnych i dewastujących środowisko) obowiązywał wszędzie. Podobnie jak zakaz dokarmiania. By zakazano amunicji ołowianej, która zatruwa środowisko naturalne. I polowań na ptaki (90 proc. niecelnych strzałów i dziesiątki ton ołowiu ze śrutu, zatruwającego glebę i wody). By w pobliżu zabudowań nie można było strzelać z odległości mniejszej niż 250 metrów (zasięg broni myśliwskiej to ok. 500 metrów). I by myśliwi musieli przechodzić okresowe badania, które ocenią, czy mogą używać broni palnej.

Tu oświeconemu władcy zabrakło empatii lub władzy. PiS odrzucił poprawki zgłoszone przez opozycję na bazie tych postulatów.
To z kolei był powód, dla którego opozycja (nie zaliczam do niej Kukiz’15, który jest stronnictwem sojuszniczym PiS, jak ZSL i SD były stronnictwami sojuszniczymi PZPR) zagłosowała przeciwko tym zmianom w prawie łowieckim. Tego wyborcy raczej nie zrozumieją. Bo, oczywiście, lepiej więcej dobrego niż mniej. Ale też lepiej trochę dobrego, niż wcale.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 2

Dodaj komentarz »
  1. Pani Ewo,

    Jestem Pani wiernym czytelnikiem i z ciekawością przeczytałem Pani felieton, natomiast jako myśliwy chciałbym się odnieść do kilku punktów.
    Po pierwsze możliwość wyłączenia ziemi z obwodów łowieckich. Większość myśliwych nie ma z ty ABSOLUTNIE żadnego problemu, ale powinien za tym iść brak możliwości roszczeń z tytułu strat wywoływanych przez zwierzynę. Jest to postulat forsowany przez lobby rolnicze, które chce żeby na ich ziemi nie odbywały sie polowania, ale chce odszkodowania za szkody – z ekologią nie ma to nic wspólnego, chodzi tylko o kasę.
    Kolejny często powtarzany IDIOTYZM to dziesiątki ton ołowiu. Pocisk kulowy do broni mysliwskiej waży typowo około 10g, z czego ok 4 g to ołów. Zeby wprowadzić do środowiska 1 tylko tonę ołowiu należałoby wystrzelić 250 tysięcy (!!!!!) pocisków. Przy średniej cenie jesnego pocisku ok 7PLN proszę policzyć czy to się dodaje.
    Dodam również że wiekszość pocisków w Polsce wystrzliwanych jest na strzelnicach myśliwskich skąd ołów się odzyskuje ze względu na jego wysoką cenę w skupie (7pln kilogram= 7000 tona ).
    Co do ograniczenia odległości of budynków. Ograniczenia 250 metrow oznaczają natomiast, że w przypadku półkilometrowego pola kukurydzy, jeżeli na każdym z jego końców stoi zabudowanie pilnowanie go przed dzikami jest w praktyce nielegalne.

    Osobom niemającym pojęcia o łowiectwie i rolnictwie polecam powiedzenie rolnikowi, że zakazuje się polowan zbiorowych. Wataha dzików , która zadepcze 5ha zboża powoduje straty na 15 ton zboża (30 kwintali z hektara) – straty dla rolnika 13 500 PLN. Rozumiem że te straty poniosą z chęcią podatnicy – obecnie odpowiadają za nie koła łowieckie.
    Nie wspominam również podstawowych błędów jeżeli chodzi o zasięg broni myśliwskiej. Dla typowych kalibrów 30-06, .308, 7×64 przekraczają kilometr – ale opad umożliwia bezpieczne oddawanie strzału.

    Myśliwi w Polsce muszą się zreformować, ale Polska obecnie ma unikatowy i zrównoważony model łowiectwa. Obecna nagonka na myśliwych jest zabiegiem celowym. Rozczarowany jestem natomiast , że polityka powiela fałszywe stereotypy nie zadając sobie trudu sprawdzenia podstawowych faktów (tony ołowiu).

  2. O co chodzi z tymi myśliwymi, czy mają być czymś na kształt WOT?